|
Lato, wakacje, każdy z utęsknieniem czeka na ten okres, odlicza dni, ile jeszcze zostało do wypoczynku. W końcu będzie można „zmienić tapety”, zapomnieć na parę dni o codzienności. Tak było w tym roku i u nas, trzy tygodnie luzu, odpoczynku, relaksu, taki był plan. Pierwsze dwa tygodnie nad morzem, piękna pogoda. Słońca było momentami aż za dużo. Na plażę chodziliśmy wtedy wieczorami. Nadszedł ostatni tydzień wypoczynku, parę spraw do załatwienia i spotkania z rodziną, ze znajomymi. W piątek 06.08 pojechaliśmy do Bogatyni. Po drodze popadywał deszcz, czasami trochę intensywniej, czasami tylko kropił, w sumie normalne opady. Do Bogatyni dotarliśmy o 16:00, niebo było zachmurzone, wieczorem zaczął kropić deszcz, nie były to intensywne opady. W nocy padało momentami mocniej, ale nic nie wskazywało na dramat, który rozegrał się w sobotę 07.08. Gdzieś o 10:00 usłyszałem krzyk „zaraz nas zaleje, Miedzianka wylewa“ ,to była Basia, która w drodze na zakupy zobaczyła, że rzeka wystąpiła z brzegów i zalewa ulice. Chwile potem Darek krzyknął, żebyśmy wystawili samochody, woda zalewała już podwórko. Wybiegłem z domu, woda sięgała do kostek, odstawiłem auto, biegiem wracałem do domu, trwało to może 10, może 15 minut, woda na podwórku sięgała mi już do połowy ud. Próbowaliśmy ratować dom, nie było piachu, nie było worków, wylewaliśmy przez okna wodę z parteru, ręcznikami próbowaliśmy ją zatrzymać, uszczelniać drzwi.
|